Wychowywanie dziewcząt
Pisałam jakiś czas temu o specyfice wychowywania chłopców i czas najwyższy, żeby dla równowagi napisać co nieco o dziewczynkach. Sięgnęłam z ciekawości po książkę Giseli Preuschoff zatytułowaną “Wychowywanie dziewcząt”, która zgodnie ze swoim podtytułem miała wyjaśnić, “dlaczego dziewczynki różnią sie od chłopców i jak pomóc im wyrosnąć na szczęśliwe i silne kobiety”.
Muszę przyznać, że pierwsze moje zetknięcie z tą książką nie było zbyt udane i po pierwszych kilkudziesięciu stronach rozczarowana odłożyłam ją na półkę. Dlaczego? Nie dlatego, że była nudna. Ani też nie dlatego, że głosiła coś, z czym się nie zgadzałam. Nie, to nie to. Po prostu spodziewałam się solidnej porcji wiedzy na temat “małych kobietek”, a tymczasem wiele podanych tam informacji o dziewczynkach byłoby tak samo prawdziwych, gdyby zamiast słowa “dziewczynka” użyć “chłopiec” czy po prostu “dziecko”. Wystarczy spojrzeć na poniższe cytaty zaczerpnięte z tejże książki:
“Jeśli akceptujesz córkę taką, jaka jest, opiekujesz się nią odpowiedzialnie, sprawiasz, że czuje się zupełnie bezpieczna i często ją przytulasz, dajesz jej solidną podstawę, która pozwala jej prawidłowo się rozwijać.”
albo
“Małe dziewczynki, które od początku mają oboje rodziców,szybko się uczą różnych wzorców relacji międzyludzkich i inaczej odbierają więzi z różnymi osobami. Dzięki temu łatwiej sie odnajdują w nowych sytuacjach: dysponują większym repertuarem reakcji niż dzieci, którymi opiekuje sie tylko jedno z rodziców”.
i jeszcze jeden przykład
“Rozmowa z córeczką i słuchanie jej jest najlepszym sposobem na rozwijanie jej zdolności językowych.”
Wszystkie te zdania są przecież prawdziwe nie tylko o dziewczynkach, ale o dzieciach w ogóle. I z takim mniej więcej wnioskiem przerwałam czytanie tej publikacji.
Należę jednak do osób, które czują się nieswojo, nie doczytawszy książki do końca, więc po jakimś czasie wróciłam do lektury :) . Już bez żadnego nastawienia – ot tak, żeby po prostu poznać punkt widzenia autorki na wychowanie nie tylko dziewcząt, ale dzieci w ogóle. I dobrze zrobiłam, bo książkę czytało się naprawdę nieźle i wbrew pozorom, co nieco o naturze dziewczynek się dowiedziałam. Część informacji potwierdzała to, co obserwowałam u swojej córki, a część stanowiła dla mnie nowość.
Autorka zauważyła na przykład bardzo ciekawą rzecz. I rzeczywiście, gdy się nad tym dłużej zastanowiłam, to przyznałam jej rację. Otóż kiedy dziewczynki dostają dobre stopnie, zwykle chwali się u nich nie zdolności, tylko pracowitość. O chłopcu zazwyczaj mówimy, że jest inteligentny, bystry, wszechstronnie uzdolniony. A o dziewczynce? Pracowita, systematyczna, staranna. Czy zauważasz różnicę? Czy taka dziewczynka, której sukcesy przypisuje się pracowitości, systematyczności i staranności, uwierzy w przyszłości, że jest w stanie być przedsiębiorcza, kreatywna, zdolna rozwiązywać najtrudniejsze nawet problemy?
Ja w każdym bądź razie będę uważała na to, co mówię do córki. A do tematu wychowywania dziewcząt wrócę jeszcze następnym razem.



