header

inteligencja dziecka - rozwój umysłu i osobowości - edukacja finansowa
25 października, 2007

Nie wierzmy autorytetom

Opublikowane jako: Inteligencja emocjonalna — Jolanta Gajda @

Dziś będzie parę słów o Ebim Smolarku – piłkarzu polskiej reprezentacji, który odnosi wspaniałe sukcesy. Jego nazwisko pojawia się często na pierwszych stronach gazet, a imię jest na ustach wszystkich zapalonych kibiców. Dlaczego chcę pisać właśnie o nim? Czyżbym interesowała się piłką nożną? Nie, w ogóle się nie interesuję ;) . Nie mam pojęcia, jaki jest skład polskiej reprezentacji, ani też kto z kim i kiedy gra. I mam cichą nadzieję, że tatusiowe czytający ten blog mnie za to nie zlinczują ;) .

Ale dzięki temu, że było o Ebim ostatnio głośno, miałam okazję poznać parę ciekawostek z jego życiorysu. Lubię czytać o ludziach, którzy osiągają w życiu sukcesy – jest to lektura bardzo pouczająca i motywująca zarazem.

Ebi bawił się piłką już od wczesnego dzieciństwa. Tak to już jest, jak się ma za tatusia sławnego piłkarza ;) . Ebi ćwiczył zawsze wspólnie z bratem, który wydawał się mieć w tym kierunku jeszcze większe zacięcie. Niestety bratu nie było dane zostać piłkarzem – któregoś dnia doznał poważnej kontuzji i jego kariera dobiegła końca. Ebi – można powiedzieć – został sam na placu boju.

Okazuje się, że mało brakowało, a i on zakończyłby trenowanie. Pewien znany selekcjoner piłkarski powiedział, że Ebi… nie ma czego szukać w piłce nożnej. Że mu brak talentu i się nie nadaje. Ebi był wówczas 14-letnim chłopcem i na pewno zdajesz sobie sprawę, co taka opinia dla niego znaczyła. Nastolatkowie są z natury bardzo wrażliwi na wszelką krytykę (żeby nie powiedzieć przewrażliwieni – przechodzę to właśnie z własnym synem ;) ). Taka diagnoza – i to na dodatek z ust trenera – to dla 14-letniego chłopca brzmi jak skazujący wyrok.

Ebi czuł się przekreślony i na pewno rzuciłby treningi, gdyby nie miał wielkiego wsparcia ze strony ojca. Tata tłumaczył mu, że nie może zrażać się czyjąś opinią, że ten człowiek może się mylić. Zachęcał go do dalszego szlifowania swoich umiejętności. Ebi zawsze miał wielkie zaufanie do ojca, dlatego po kilku rozmowach postanowił zacisnąć zęby i walczyć dalej.

Jaki był tego efekt – widzimy dziś. Tysiące kibiców skanduje jego nazwisko na stadionach :) .

Myślę że z tej opowieści płynie dla nas bardzo ważny morał. Nie wierzmy ślepo tzw. autorytetom. Nie pozwólmy innym wyrokować o tym, czy nasze dzieci są zdolne, czy nie. Nie przyjmujmy bezkrytycznie cudzych opinii. Nie pozwalajmy dzieciom zwątpić w swoje umiejętności.

Jeśli mamy w cokolwiek wierzyć, to przede wszystkim wierzmy w swoje dzieci. Co więcej, pokazujmy im, jak bardzo w nie wierzymy – bez względu na to, ile po drodze trafi się potknięć i niepowodzeń. Ta wiara jest naszym dzieciakom bardzo potrzebna – to na niej zbudują fundamenty swoich przyszłych – małych i dużych – sukcesów.

Twoje dziecko uwierzy w siebie, jeśli Ty w nie uwierzysz.

3 października, 2007

Bo dzieciom potrzebny jest doping

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Wakacje pozostały już tylko wspomnieniem i najwyższy czas wziąć się ostro do roboty. To znaczy – chciałam powiedzieć – do nauki :) . Skończyła się laba – i to nie tylko dla naszych pociech, ale też i dla nas – rodziców.

Bo z dziećmi – to jak ze sportowcami. Trzeba ich stale dopingować. Nie ma rodzicielskiego dopingu – nie ma motywacji. Możemy dzieciom nie wiem jak długo i jak wiele razy powtarzać, że od ich sumiennego podejścia do obowiązków DZIŚ zależą ich osiągnięcia JUTRO. To dla dzieci raczej czysta abstrakcja. Mówić o tym – owszem, trzeba, ale dodatkowy doping jest niezbędny ;) .

Prawda jest taka, że w wieku do ok.12 lat dzieci uczą się głównie DLA RODZICÓW. Jeśli widzą, że ich osiągnięcia interesują tatę i mamę, jeśli rodzice okazują im dumę i radość z dobrych ocen oraz autentyczną troskę i chęć pomocy w przypadku słabszych stopni – wtedy dziecko zrobi bardzo wiele, by zadowolić rodzica. Dziecko jest spragnione pochwał, uznania, docenienia. My dorośli też jesteśmy tego spragnieni, tyle tylko, że to skrzętnie ukrywamy. Dzieci są na szczęście bardziej spontaniczne.

Towarzysząc swoim dzieciom w szkolnych zmaganiach, zauważyłam jeszcze jedną rzecz. Być może Ty także. Zainteresowanie wynikami to jedna sprawa, ale kolejna – równie ważna – to fizyczne uczestniczenie w procesie nauki w domu (bo w szkole – to już z natury rzeczy niemożliwe ;) ). Szczególnie jest to istotne u dzieci w klasach 1-3. O ileż chętniej dziecko uczy się wierszyka, gdy powtarza strofki wspólnie z mamą. O ileż chętniej robi działania arytmetyczne, gdy obok siedzi tata i pokazuje, jak można sobie pomóc rysunkiem lub innymi “sprytnymi metodami”. Jeśli rodzice robią to z uśmiechem, nie szczędząc słów pochwał i zachęty, w dziecku rodzi się niesamowity zapał. Widzę sama jaka jest różnica w motywacji córki, gdy zadaję jej jakieś ćwiczonko do zrobienia i sama zajmuję się swoimi sprawami, a jak to wygląda, gdy siadam z nią przy stole i i to samo zadanie robimy wspólnie. To znaczy ona robi, a ja siedzę, uśmiecham się i chwalę ją, jak to jej świetnie idzie ;) . Tego się w ogóle nie da porównać.

Jest oczywiście jeden problem – wszyscy jesteśmy zapracowani, wracamy późno do domu i nie mamy siły na to, by uczyć się z dzieckiem wierszyka czy robić z nim jakieś trywialne ćwiczenia. Nie zapominajmy jednak, że czas poświęcony dziecku to inwestycja. Inwestując swoje pieniądze, musimy zrezygnować z zaspokojenia jakichś zachcianek czy potrzeb, by móc odłożyć odpowiednie sumy i w przyszłości cieszyć się zyskami. Inwestując swój czas w naukę i wychowanie dziecka, także musimy czasem zrezygnować z drobnych przyjemności – obejrzenia filmu w telewizji, spotkania z przyjaciółmi, poczytania książki. Po to, by kiedyś być dumnym ze swojego dorosłego już dziecka. Tak, tak – już teraz, gdy tak siedzi z językiem na wierzchu, kreśląc w skupieniu koślawe literki, ważą się jego przyszłe losy :) .

Jak znaleźć czas dla dziecka? Trzeba przejrzeć swój plan dnia i zastanowić się, które z czynności nie są zbyt ważne, z których możemy zrezygnować, by uzbierać godzinkę lub dwie na naukę z pociechą. Moim zdaniem ze spokojem można pominąć ścieranie kurzy czy porządki w szafach – to da się zrobić w weekend. Jak nie ten, to następny ;) . Mozemy też pominąć oglądanie wiadomości w TV – wystarczy poczytać rano gazetę w drodze do pracy lub – jeśli jeździsz samochodem – posłuchać wiadomości w radiu. Drobnymi pracami domowymi trzeba sie dzielić z dziećmi – o zmycie naczyń czy zamiecenie pokoju można z czystym sumieniem poprosić syna czy córkę. Jeśli odmówisz przyjaciółce czy znajomemu wspólnego spotkania czy zrezygnujesz z obejrzenia kolejnego odcinka serialu, który tak namiętnie oglądasz – świat się naprawdę nie zawali ;) .

Warto tak zorganizować swój czas, by jak najpełniej uczestniczyć w życiu dziecka. I da się to zrobić. Trzeba tylko chcieć.

dziecko z mamą

Blog serwisu SuperKid.pl, powered by WordPress