Nie wierzmy autorytetom
Dziś będzie parę słów o Ebim Smolarku – piłkarzu polskiej reprezentacji, który odnosi wspaniałe sukcesy. Jego nazwisko pojawia się często na pierwszych stronach gazet, a imię jest na ustach wszystkich zapalonych kibiców. Dlaczego chcę pisać właśnie o nim? Czyżbym interesowała się piłką nożną? Nie, w ogóle się nie interesuję
. Nie mam pojęcia, jaki jest skład polskiej reprezentacji, ani też kto z kim i kiedy gra. I mam cichą nadzieję, że tatusiowe czytający ten blog mnie za to nie zlinczują
.
Ale dzięki temu, że było o Ebim ostatnio głośno, miałam okazję poznać parę ciekawostek z jego życiorysu. Lubię czytać o ludziach, którzy osiągają w życiu sukcesy – jest to lektura bardzo pouczająca i motywująca zarazem.
Ebi bawił się piłką już od wczesnego dzieciństwa. Tak to już jest, jak się ma za tatusia sławnego piłkarza
. Ebi ćwiczył zawsze wspólnie z bratem, który wydawał się mieć w tym kierunku jeszcze większe zacięcie. Niestety bratu nie było dane zostać piłkarzem – któregoś dnia doznał poważnej kontuzji i jego kariera dobiegła końca. Ebi – można powiedzieć – został sam na placu boju.
Okazuje się, że mało brakowało, a i on zakończyłby trenowanie. Pewien znany selekcjoner piłkarski powiedział, że Ebi… nie ma czego szukać w piłce nożnej. Że mu brak talentu i się nie nadaje. Ebi był wówczas 14-letnim chłopcem i na pewno zdajesz sobie sprawę, co taka opinia dla niego znaczyła. Nastolatkowie są z natury bardzo wrażliwi na wszelką krytykę (żeby nie powiedzieć przewrażliwieni – przechodzę to właśnie z własnym synem
). Taka diagnoza – i to na dodatek z ust trenera – to dla 14-letniego chłopca brzmi jak skazujący wyrok.
Ebi czuł się przekreślony i na pewno rzuciłby treningi, gdyby nie miał wielkiego wsparcia ze strony ojca. Tata tłumaczył mu, że nie może zrażać się czyjąś opinią, że ten człowiek może się mylić. Zachęcał go do dalszego szlifowania swoich umiejętności. Ebi zawsze miał wielkie zaufanie do ojca, dlatego po kilku rozmowach postanowił zacisnąć zęby i walczyć dalej.
Jaki był tego efekt – widzimy dziś. Tysiące kibiców skanduje jego nazwisko na stadionach
.
Myślę że z tej opowieści płynie dla nas bardzo ważny morał. Nie wierzmy ślepo tzw. autorytetom. Nie pozwólmy innym wyrokować o tym, czy nasze dzieci są zdolne, czy nie. Nie przyjmujmy bezkrytycznie cudzych opinii. Nie pozwalajmy dzieciom zwątpić w swoje umiejętności.
Jeśli mamy w cokolwiek wierzyć, to przede wszystkim wierzmy w swoje dzieci. Co więcej, pokazujmy im, jak bardzo w nie wierzymy – bez względu na to, ile po drodze trafi się potknięć i niepowodzeń. Ta wiara jest naszym dzieciakom bardzo potrzebna – to na niej zbudują fundamenty swoich przyszłych – małych i dużych – sukcesów.
Twoje dziecko uwierzy w siebie, jeśli Ty w nie uwierzysz.





