Daj sobie spokój z męczennictwem
Ależ się w tym nowym roku rozpisałam – to już trzeci wpis w tym tygodniu, czyli wynik dość rekordowy
Ale przeczytałam pewien artykuł i po prostu nie wytrzymałam – muszę się wypowiedzieć. Chodzi o zamieszczony na Interii reportaż “Szczyt marzeń”, opowiadający o tym, jak to grupa kobiet (w większości kobiety po przejściach albo na tzw. “zakręcie życiowym”) postanowiły wejść na Kilimandżaro po to, by udowodnić sobie (i pewnie innym), że jeszcze coś znaczą i potrafią. Wyprawa jest bardzo ciekawie opisana, fajnie się to czyta, więc zachęcam do lektury. Ale – do czego zmierzam.
Sam pomysł wyprawy uważam za świetny – przede wszystkim dlatego, że sama kocham góry i uwielbiam podejmować takie wyzwania. Wiele z tych kobiet miało za sobą naprawdę nieciekawą historię rodzinną albo po prostu miało dosyć siedzenia w domu i “matkowania”. Dobrze, że znalazły pewną odskocznię, która być może poprowadzi je, w dalszym życiu, na zupełnie nowe tory. Czasem trzeba zrobić coś szalonego, żeby wrócić do normalności. Mam tylko jedno pytanie: po co czekać na taki moment w swoim życiu, kiedy człowiek jest już tak bardzo zdesperowany i sfrustrowany, że ostatnią deską ratunku staje się wejście na Kilimandżaro?
Jest wiele kobiet, które poświęcają się dla swoich bliskich – dla męża, dzieci, rodziców. Wszystko to jest OK i ma sens, jeśli czujesz, że to jest właśnie Twoje powołanie, że to Ci sprawia radość i satysfakcję i pozwala Ci się w życiu realizować. Jeśli zrezygnowałaś z siebie dla innych i czujesz się z tym w pełni szczęśliwa i spełniona – wszystko jest w porządku.
Niestety w rzeczywistości wiele kobiet to męczennice na własne życzenie. Całkowicie rezygnują z własnych zainteresowań, pragnień i marzeń dla rodziny, potem przez wiele lat gromadzi się w nich – niczym trujący jad – żal i rozczarowanie: bo rzuciły studia, bo rzuciły pracę, bo zrezygnowały z jakiegoś wyjazdu czy stypendium, a bliscy jej nie doceniają i nie okazują wdzięczności. Potem taka sfrustrowana mama wykrzykuje swój żal w trakcie awantury domowej: Co za niewdzięczność! Ja się tak poświęcam, a Ty mi się tak odpłacasz…
Piszę o kobietach, bo to one mają tendencję do męczennictwa. Niektóre wręcz się w nim lubują (nieświadomie oczywiście). To wynika chyba trochę z naszej kobiecej natury i wrodzonego instynktu macierzyńskiego. Ale warto czasem zatrzymać się w życiu na chwilę i zastanowić się – czy to, co robię, sprawia, że jestem szczęśliwym człowiekiem? Czy mam poczucie spełnienia? A może skrywam gdzieś w sobie jakiś utajony żal?
Radziłabym przyjrzeć się swoim dialogom wewnętrznym – one wiele zdradzą. Jeśli choć raz w swoich myślach użyłaś słowa “poświęcam się” czy “moje poświęcenie”, to powinna Ci się zapalić lampka ostrzegawcza. A jeśli choć raz pomyślałaś o tym, że Twoje dzieci w ramach wdzięczności są Ci coś winne, to już nie jest lampka ostrzegawcza, ale potężna syrena alarmowa
Jedno jest pewne – matka, która nie czuje się spełnionym, szczęśliwym człowiekiem, NIE będzie dobrą matką. Koniec kropka. Męczennica, która ma poczucie, że poświęca się dla swojego dziecka, oddając jemu cały swój czas i zaangażowanie, ROBI DZIECKU KRZYWDĘ. Chcesz mieć szczęśliwe dziecko? Sama bądź szczęśliwa. Szczęście jest zaraźliwe, szczególnie w rodzinie. A szczęście wynika z realizacji własnego życiowego powołania. Każdy człowiek ma takie powołanie, tylko nie każdy umie je w sobie odkryć.
Jeśli czujesz, że Twoim powołaniem jest całkowite oddanie siebie rodzinie i widzisz w tym prawdziwy sens swojego życia – to super. Jeśli jednak Ci czegoś brakuje, chciałabyś się także sprawdzić w czymś innym, również inaczej się realizować, to wszystko można, a nawet trzeba pogodzić. Wychowanie dzieci to pewien obowiązek wynikający nie tylko z regulacji prawnych, ale także z poczucia odpowiedzialności, które każdy rodzic powinien w sobie mieć. A szczęście to coś więcej, niż wzorowe wypełnianie obowiązków. To możliwość realizacji siebie, swoich celów i pragnień.
Zadbaj o własne szczęście, bo szczęśliwa matka to najlepsze, co może się dziecku przytrafić.
I nie czekaj z tym do chwili, kiedy będziesz miała wszystkiego dosyć i postanowisz rzucić wszystko w diabły, by ruszyć na zdobywanie pięciotysięcznika. By udowodnić sobie i innym, że jeszcze coś jesteś warta. Zadbaj o swoje szczęście TERAZ.
A propos – może warto coś niecoś poprawić lub dopisać w swoich postanowieniach noworocznych? Najlepiej sprawdź to od razu
)






