Starszy brat mądrzejszy?
Ostatnio w Wyborczej pojawił się artykuł na temat – wydawałoby się – interesujący, a mianowicie o tym, jak wygląda sprawa intelektu u dzieci z tej samej rodziny. Kto bardziej inteligentny – młodszy czy starszy brat? Napisałam “wydawałoby się interesujący”, bo zakończyłam czytanie tego artykułu z wyrazem twarzy, który można by określić jako pobłażliwa wyrozumiałość dla pseudonaukowych odkryć.
A wszystko zaczęło się od badań przeprowadzonych w ubiegłym wieku, kiedy to duńscy naukowcy stwierdzili, że poziom IQ wśród młodych mężczyzn jest odwrotnie proporcjonalny do kolejności urodzeń – im młodszy brat, tym rzekomo mniej inteligentny.
Zaczęto szukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Według jednej z postawionych tez, pierwsze dziecko rozwija się w bardziej komfortowych warunkach niż kolejne, ponieważ rodzice poświęcają mu więcej czasu. Inna hipoteza głosiła, ze niższa inteligencja młodszego rodzeństwa może być spowodowana atakiem przeciwciał matki na mózg płodu, gdyż ich poziom jest coraz wyższy podczas każdej kolejnej ciąży.
Potem za temat wzięli się norwescy naukowcy (ciekawe czy to przypadek, że znowu Skandynawowie…), którzy przeprowadzili badania wśród blisko 250 tys. rekrutów w norweskich siłach zbrojnych. Ci biedni rekruci zostali poddani obowiązkowemu badaniu inteligencji. I co stwierdzono? Że poborowi, którzy urodzili się w swej rodzinie jako pierwsze dziecko, mieli średnio o 2,3 pkt wyższe IQ niż ich drudzy z kolei bracia. Różnica pomiędzy drugim a trzecim synem wynosiła 1,3 pkt.
Potem, zbliżając się do końca artykułu, dowiadujemy się, że sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana (nowe odkrycia – nowe komplikacje ;) ), bo okazuje się, że do 12-tego roku życia to młodsze dziecko jest bardziej inteligentne, a dopiero w starszym wieku następuje odwrócenie ról i starsze dziecko, dojrzewając, przegania intelektualnie młodsze. Przyczyną tego ma być fakt, że starsze dzieci rozwijają swoją inteligencję, przekazując wiedzę rodzeństwu. Ucząc młodszych braci lub siostry, porządkują myśli i szkolą się w ich wyrażaniu.
I na tym mniej więcej (nie wchodząc już w dalsze szczegóły) kończy się artykuł. A ja się pytam:
I co z tego?
Czemu właściwie miały służyć te badania i jakiż to szczytny cel im przyświecał? Bo ja żadnego sensownego celu tu nie widzę.
Człowiek to ciekawa istota. Bardzo lubimy oceniać innych, wartościować, mierzyć czy przystają do standardów. Gdyby istniała miarka (coś w rodzaju miarki krawieckiej), którą można by było przystawić komuś do czoła i zmierzyć jego intelekt, to pewnie wszyscy byśmy chodzili z takimi miarkami i przystawiali każdemu napotkanemu przechodniowi ;) . Ten taki mądry, a ten mniej mądry. Ten zdolny, a ten już niezdolny (pytanie: do czego niezdolny?). Ten ma wysokie IQ, a ten takie sobie. Ten intelektualista, a ten głupek.
A ja nie pytam, które z moich dzieci jest bardziej inteligentne. Ja tylko pytam, co jeszcze mogę zrobić, żeby wyrosły na szczęśliwych i wartościowych ludzi, śmiało realizujących własne marzenia. A cała reszta to pryszcz ;) .
Nie oceniajmy naszych dzieci, tylko wspierajmy je w rozwoju.
Tak po prostu.







