header

inteligencja dziecka - rozwój umysłu i osobowości - edukacja finansowa
9 listopada, 2009

Nazwisko dziecka – apel internauty

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Zazwyczaj na blogu piszę o własnych przemyśleniach, ale tym razem zrobię wyjątek, na prośbę jednego z ojców. Sprawa nie dotyczy co prawda wychowania i edukacji dziecka tylko paradoksów polskiego prawa rodzinnego, ale ponieważ w moim życiu paradoksy te również dały mi się porządnie we znaki, utrudniając wiele prostych wydawałoby się spraw, więc jestem na nie bardzo wyczulona.

Zamieszczam w całości maila tegoż ojca – jeśli Ty masz podobny do niego problem, skontaktuj się z nim. Jak to się mówi – w jedności siła, razem można rozwiązać niektóre problemy efektywniej i szybciej.

……………………………………………….

Temat wiadomości: Konieczna nowelizacja Kodeksu Rodzinnego

Proszę o pomoc internautów. Chcę skupić wszystkich ludzi, którzy MIELI, MAJĄ ALBO BĘDĄ MIEĆ (i o tym nie wiedzą) problem podobny do mojego. Celem jest nowelizacja fragmentu Kodeksu Rodzinnego regulującego sprawę ojcostwa.

Sytuacja: para nie ma ślubu. Rodzi im się dziecko. Ona jest po rozwodzie, ale od jego uprawomocnienia nie mija 300 dni. Kodeks w takiej sytuacji przewiduje, ze dziecko dostaje obligatoryjnie nazwisko byłego męża! Zmienia to tylko skierowanie sprawy do sądu i jego wyrok. Czyli przepis, który ma chronić prawo Kobiety, Matki a także Ojca – obraca się przeciwko prawowitym rodzicom, którzy tylko tyle są “winni”, że nie wzięli formalnego ślubu a od rozwodu nie upłynęło tajemnicze 300 dni.

Przecież, jeżeli dwoje dorosłych obywateli przychodzi do USC i oświadcza, że są rodzicami dziecka powinno być to przyjęte, a ewentualnie BYŁY maż powinien mieć drogę sądową przed sobą, gdyby rościł jakieś pretensje. Według urzędnika USC w mieście 100 tysięcznym takie kłopoty ma kilkadziesiąt par rocznie. Czyli w Polsce jest tysiące.

Nikt nie lubi chodzić po sądach. W opisywanym przypadku jednak nie chodzi tylko o dyskomfort, ale to, że pozywa się nie “zwykłego” byłego męża, ale psychopatę, który 3 tygodnie temu mówił przez telefon swojej 13 letniej córce, że zostanie sama, bo on zabije matkę i jej konkubenta!

Ta sprawa nie polega tylko na dyskomforcie i upokorzeniu, że owoc miłości otrzymuje znienawidzone nazwisko. Ma również wymiar finansowy zagrażający nowej rodzinie. Bez dokumentów ojca nie załatwi się np. becikowego a dla niezamożnych rodzin to jedyna możliwość kupienia wyprawki dla malucha. Dokumenty prawowitego ojca bez wyroku sadu są nieważne, a do byłego męża wspomniana kobieta nie zwróci się, choćby umierała z głodu.

Czy to jest normalna sytuacja?

Dla załatwienia tej sprawy proszę o wpisy na blogach. Uruchomiłem ich kilka, żeby szybciej dotrzeć do wszystkich zainteresowanych. Mam zamiar sprawą zainteresować media. Zwrócę się też do posłów, – bo od ich inicjatywy zależy ostateczne załatwienie sprawy. Mam nadzieję również na zainteresowanie i pomoc licznych organizacji – nazwijmy ich prorodzinnych.

Prawo przecież jest dla ludzi a sprawa, która dotyka tysięcy ludzi powinna być jak najszybciej załatwiona.

artur.kubanik@gmail.com

Blogi:

http://nazwisko-dziecka.blogspot.com/

http://realveto.wordpress.com/

http://realveto.netblog.pl/

11 października, 2009

Nauka w przedszkolu jest nielegalna?

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Przeczytałam właśnie artykuł w “Gazecie Prawnej” o tym, jak odbywa się nauka 6-latków w przedszkolach i WŁOS MI SIĘ NA GŁOWIE JEŻY…

“W jednym z przedszkoli w powiecie wołomińskim odbywają się tajne zajęcia z czytania i pisania dla sześciolatków. Tajne, bo zgodnie z nową podstawą programową dla wychowania przedszkolnego w zerówkach wszystkie dzieci nie mogą uczyć się czytać i pisać.”

“Z sondy przeprowadzonej przez nas w przedszkolach w całej Polsce wynika, że rodzice często proszą albo o prowadzenie tajnych, nielegalnych zajęć dla całej grupy sześciolatków, albo o indywidualną naukę ich dziecka, która jest dozwolona. Część przedszkoli nie zgadza się na to z obawy o złamanie przepisów. Zdecydowana większość nie zgadza się na wprowadzenie podręczników. Są jednak i takie przedszkola, w których tajne komplety są już prowadzone.”

Komentarze tu są raczej zbędne, zresztą ciekawe wypowiedzi rodziców i nauczycieli pojawiły się pod tym artykułem:
Nielegalne zajęcia w przedszkolach

Naprawdę bardzo współczuję wszystkim rodzicom przedszkolaków, wychowawcom przedszkolnym, a przede wszystkim samym dzieciom, które w tym bałaganie ucierpią jak zwykle najbardziej. Nie rozumiem, jak można hamować naturalną ciekawość dziecka i chęć uczenia się nowych rzeczy. Nie rozumiem, jak można dziecku, które rok wcześniej zaczęło się uczyć literek, powiedzieć – teraz przez rok niczego nowego nie będziesz się uczyć, bo nie wolno. To jakaś paranoja :(

Niejednokrotnie podkreślałam na swoim blogu, że trzymam się z daleka od polityki. Teraz też dodam, że mnie akurat (na szczęście) nie interesują żadne “podstawy programowe”. Interesuje mnie tylko i wyłącznie dobro dziecka. Serwis SuperKid jest serwisem niezależnym, nie ograniczonym przez żadne zewnętrzne ustawy i rozporządzenia. Będziemy tu zamieszczać cały czas bardzo różnorodne materiały edukacyjne, zarówno dla tych najmłodszych dzieciaczków, jak i nieco starszych, które rozpoczynają czy kontynuują naukę w szkole. Myślę, że to jest siłą tego serwisu, że tworząc ćwiczenia dla dzieci, nie czytamy podstaw programowych, tylko używamy własnego mózgu i przede wszystkim serca. No i odrobinę zdrowego rozsądku, rzecz jasna ;)

Pierwsze 6-8 lat życia dziecka to najważniejszy wiek – właśnie w tym okresie potrzebuje największego wsparcia dla swojego rozwoju. Nawet jeśli dziecko jest mniej zdolne i wolniej się uczy, to ono NIE potrzebuje uwsteczniania ani hamowania naturalnych procesów przyswajania wiedzy. Potrzebuje tylko tego, by dorosły był wobec niego serdeczny i cierpliwy, by skupiał się NIE na wynikach jego nauki, ale na zapewnieniu mu dobrych, wartościowych zabaw, które dostarczą dziecku wiedzy o świecie.

Ministerstwo niech się lepiej skoncentruje na opracowaniu i proponowaniu właściwych METOD nauki dziecka, a nie na narzucaniu z góry, czego wolno uczyć, a czego nie. No i jeszcze mogłoby pogłówkować nad tym, jak zapewnić przedszkolom bogate zaplecze materiałów dydaktycznych, których zawsze brakuje.

Tyle na ten temat.

Nauka dzieci

13 września, 2009

Czy chodzi naprawdę o wynik?

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Był sobie pewien żółwik, któremu marzyła się wygrana w maratonie. Ponieważ żółwik był bardzo konkretny, zabrał się od razu do treningu, przemierzając w pocie czoła, dzień po dniu, duże odległości. Ćwiczył wytrwale mimo tego, że wszyscy wokół starali mu się udowodnić, że nie ma szans, bo przecież jest tylko żółwiem ;) On się jednak nie zrażał – ćwiczył i ćwiczył. Wreszcie nadszedł dzień wyścigu. Żółw z dumą stanął do walki i… przegrał. Przybiegł na metę ostatni.

Wyobraź sobie teraz, że jesteś mamą lub tatą tego żółwia. Żółwik wraca do domu i mówi ze smutkiem o swojej przegranej. Co ty na to?

- Znowu przegrałeś! (wyrażasz swoją dezaprobatę)
- Dlaczego inni mogli przybiec szybciej, a ty nie??? (porównujesz go z innymi)
- Widocznie za mało się starałeś… (oceniasz go po wyniku)
- Nie płacz, następnym razem pójdzie Ci lepiej. (ocierasz łzy na pocieszenie)
- Tyle razy Ci mówiłem, że stać cię na więcej… (nieudolnie próbujesz rozbudzić jego ambicje)
- No cóż, jesteś tylko żółwiem… (szukasz usprawiedliwienia dla jego niepowodzeń).

Mniej więcej tak samo wiele rodziców reaguje, gdy dziecko przynosi ze szkoły ocenę niższą od spodziewanej. Już nawet nie mówię wprost o jedynce, bo jeśli tata lub mama oczekuje piątek i szóstek, to podobnie zareaguje, jeśli córka czy syn dostanie “tylko” trójkę.

Rodzice przywiązują niesłychaną wagę do wyniku, czyli oceny. Tymczasem czym jest ocena? Bardzo niedoskonałą formą podsumowania umiejętności ucznia. Nie tylko niedoskonałą, ale często nieobiektywną, a bywa, że po prostu niesprawiedliwą. Dopóki nikt nie wymyśli lepszego systemu ewaluacji postępów ucznia, dopóty jesteśmy zdani na oceny.

Wracając do naszego żółwika – co byś powiedział na to, by zadać takie pytania:

- A kto biegł z tobą w wyścigu?
- Czy udało Ci się ukończyć wyścig?
- W jakim czasie przebiegłeś do mety?
- Jak przygotowywałeś się do tego wyścigu?

I okazuje się, że żółw konkurował z gepardem i innymi gatunkami zwierząt, które błyskawicznie pokonują duże odległości, że mimo zmęczenia i poczucia klęski nie porzucił wyścigu, tylko wytrwale dobiegł do samej mety, że już w czasie treningu pobił żółwi rekord szybkości… Czy w obliczu tych faktów ten pierwszy zestaw reakcji, które podałam, ma jakiś sens?

Jeśli dziecko przyniesie słabszą ocenę, nie reagujmy mechanicznie na cyfrę, którą usłyszymy. Piątka? To dobrze. Jedynka? To źle. Dowiedzmy się czegoś więcej. Czy trzeba zawsze chwalić za piątkę? Niekoniecznie. Chwalmy wtedy, gdy otrzymanie jej wymagało od dziecka jakiegoś wysiłku. Jeśli damy dziecku kwiat doniczkowy, by zaniosło do szkoły w celu upiększenia klasowego parapetu i pani z przyrody postawi za to piątkę, to naprawdę nie jest to żaden powód do pochwał ;)

A czy jedynka zawsze powinna się wiązać z dezaprobatą czy naganą? Wcale nie! Jeśli można otrzymać za test 30 punktów i za pierwszym razem dziecko dostanie jedynkę, bo otrzyma 2 punkty na 30, a po raz drugi też dostanie jedynkę, bo uzyska wynik 15 na 30, to zamiast łajać za jedynkę, lepiej pochwalić je za postęp i pomóc w przygotowaniu się do następnego testu, by przełamać tę magiczną barierę między oceną niedostateczną a dostateczną.

Tak naprawdę nie liczy się wynik, ale to, ile wysiłku i serca dziecko włożyło w jego osiągnięcie oraz to, czy zrobiło jakiś widoczny postęp. Jeśli dziecko, otrzymawszy jedynkę, usłyszy, że cieszysz się, że napisało test dużo lepiej niż ostatnio, to zyska olbrzymią motywację, by następnym razem postarać się jeszcze bardziej.

A co się stało z naszym żółwikiem, który tak sromotnie przegrał z gepardem? Dowiesz się o tym z naszego wierszyka “Żółwik maratończyk“, z którego zaczerpnęłam tę historię ;)

6 września, 2009

Czy jesteś dojrzałym rodzicem?

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

To jest trudne pytanie i chyba nikt nie jest w stanie jednoznacznie na nie odpowiedzieć. Wiele jest kryteriów dojrzałości i nie ma człowieka, który spełniałby je wszystkie. Wiele rodziców bardzo się stara i to jest optymistyczne.

Ja jednak chciałabym odnieść się tylko do jednego aspektu dojrzałości. Skłoniło mnie do tego nasze najnowsze opowiadanie (“Chamstwo”) w Słowniczku emocji i postaw. Samo hasło “chamstwo” jest dość kontrowersyjne, a pani Ala, która pisze dla nas opowiadania do słowniczka, dodatkowo tę kontrowersyjność pogłębiła, ujmując temat z dość nietypowej strony. A przynajmniej nietypowej z punktu widzenia nas, rodziców.

Ale wracając do dojrzałości. Zadam Ci  kilka pytań, a Ty odpowiedz sobie sam przed sobą. Szczerze, bez owijania w bawełnę.

  1. Czy kiedykolwiek przyznałeś dziecku, że to ono miało rację, a TY byłeś w błędzie?
  2. Czy kiedykolwiek otwarcie przeprosiłeś dziecko, bo uznałeś, że postąpiłeś wobec niego niesprawiedliwie?
  3. Czy kiedykolwiek przyznałeś w rozmowie z dzieckiem, że nauczyciel / sąsiad / wujek postąpił niewłaściwie? (lub: nauczycielka, sąsiadka, ciocia ;) – płeć tu nie ma nic do rzeczy).

Dorośli mają tendencję stawiać siebie na piedestale. Dorosły zawsze ma rację. Dorosły zawsze wie lepiej. Dorosły ma prawo, bo jest dorosły. Dorosły jest mądrzejszy, bo jest dorosły. Bardzo boimy się podważyć własny autorytet. Kiedyś usłyszałam, że nie powinnam przy dziecku źle mówić o nauczycielu (nawet jeśli ten postąpił skandalicznie), bo podważam w ten sposób autorytet nauczyciela. Pytanie tylko, czy ten dorosły miał wcześniej jakiś autorytet, bo żeby go podważyć, to on najpierw musi go mieć ;). Jeśli dorosły chce mieć autorytet wśród dzieci czy młodzieży, to musi go sam stworzyć – własną postawą i zachowaniem.

A jak TY budujesz swój autorytet u dzieci? Myślę, a wręcz jestem pewna, że niezbędnym fundamentem takiego autorytetu jest nasza szczerość. Czasem szczerość do bólu. Jest to uznanie własnej omylności i niedoskonałości, a także omylności i niedoskonałości innych dorosłych. Mówienie dziecku, że dorośli wiedzą lepiej to hipokryzja. Zawoalowany lęk przed tym, by przyznać się do tego, że NIE jesteśmy idealni.

Dziecko bardzo szybko wyłapie przejawy hipokryzji. Dlaczego tata zabrania mi palić, mówiąc, że to jest szkodliwe, a sam pali? Dlaczego mama powtarza, że trzeba zawsze mówić prawdę, a mnie okłamała? Dlaczego nauczycielka nas uczy, że trzeba szanować innych, a sama poniżyła mojego kolegę w oczach całej klasy? Takich przykładów można by mnożyć. Dzieci są wbrew pozorom bardzo inteligentne i czas najwyższy przestać im mydlić oczy, że dorosły jest alfą i omegą.

Jeśli potrafisz:

  • przyznać się wobec dziecka, że popełniłeś błąd,
  • przeprosić je tak po prostu,
  • otwarcie powiedzieć, że wielu rzeczy jeszcze nie wiesz,
  • być obiektywny i w obecności dziecka przyznać, że inny dorosły postąpił niewłaściwie,

wtedy dopiero masz szansę być PRAWDZIWYM autorytetem dla dziecka. Nie takim, któremu dziecko przytakuje tylko w jego obecności, ale takim, którego dziecko będzie szanować i któremu będzie ufać w każdym czasie i miejscu.

Budowanie TAKIEGO właśnie autorytetu jest miarą dojrzałości rodzica.
A może masz inne zdanie?

Nauka dzieci

25 marca, 2009

Seksizm w kolorowankach – podsumowanie :)

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że temat “Kolorowanki dla dzieci a seksizm” tak Was poruszy i wywoła lawinę komentarzy :). Tak czy siak, bardzo się cieszę, że pani Kamila wywołała ten temat i to z dwóch powodów.

Po pierwsze, dowiedziałam się, że nasze kolorowanki bardzo się podobają – zarówno Wam, jak i Waszym dzieciom :D To jest dla mnie dobra wiadomość, bo przecież to, co tu tworzymy, to nie sztuka dla sztuki, tylko ma to być maksymalnie użyteczne dla Was i Waszych pociech. Wszystkich tych, którzy “wołali o jeszcze” uspokoję, że kolorowanki to stały punkt naszych nowości i będą regularnie pojawiały się nowe, albo w formie klasycznych obrazków do kolorowania (kolorowanki dla dzieci), albo też w połączeniu z jakimiś ćwiczeniami (łamigłówki do bajek, alfabet w kolorowankach, 10 różnic itd.). Także wszystkie bajki i opowiadania do wydruku (również te w sekcjach “Inteligencja emocjonalna” i “Przyroda i ekologia”) zawierają ilustracje w formie przeznaczonej do kolorowania, więc tego u nas nie zabraknie :)

Po drugie, cieszę się, że temat został podjęty, bo – oj… tu się Wam narażę, ale trudno ;) – bo częściowo przyznaję pani Kamili rację. Kolorowanki to nie są “tylko kolorowanki”, ale jest to element edukacji dziecka, jedno z narzędzi, które służy do kształtowania osobowości malucha. Ale elementów edukacyjnych jest wokół dziecka oczywiście całe mnóstwo – są to książeczki, telewizja, komputer, ludzie na ulicy, dzieci i panie w przedszkolu (panie w przedszkolu? ooops… znowu przejaw seksizmu ;) ). I jak sami zwróciliście uwagę, najpotężniejszym narzędziem jest po prostu rozmowa z rodzicem.

Myślę, że dziewczynka – kolorując pana naukowca czy lekarza – nie zwróci uwagi na to, że jest to mężczyzna. Ale jeśli powie rodzicom “Ja też zostanę naukowcem!” i usłyszy w odpowiedzi: “Córuś, to nie dla ciebie…” i do tego jakieś “mądre” argumenty, to już prawdziwa klapa. Zarówno kolorowanki, jak i bajki, opowiadania, sytuacje spotykane w przedszkolu czy na ulicy są świetnym pretekstem do rozmowy z dzieckiem i wyjaśniania mu tego wszystkiego, czego chcielibyśmy je nauczyć.

Zgadzam się również z zarzutami, że w pierwszej serii kolorowanek o zawodach była mała nierównowaga, bo zostali przedstawieni prawie sami panowie.  Dlatego w drugiej serii będą prawie same panie :). Nie będę oceniała, czy to zawody lepsze, czy gorsze, bo tę dyskusję uważam za absurdalną. Natomiast muszę Wam zdradzić, że po tej całej wrzawie nasz rysownik ma dylemat, czy piosenkarka, którą narysował, nie jest za bardzo “wyuzdana” :D

Powstaje więc pytanie – czy kolorowanki powinny przedstawiać realny świat, taki jaki nas otacza, czy też go naprawiać i przedstawiać go doskonalszym? Czy lepsza jest kolorowanka z piosenkarką, której widać goły brzuch, czy też kolorowanka z puszystą, skromnie ubraną panią, która jest nieatrakcyjna wizualnie, ale za to ma piękny głos? Ba, tylko jak przedstawić na kolorowance piękny głos… ;)  Zresztą piosenkarka na nowej kolorowance jest istnym uosobieniem skromności w porównaniu z tym, co widać obecnie w muzycznych teledyskach, gdzie nie wiadomo, czy śpiewające panie promują swój głos, czy też swój sex appeal.  Ja osobiście mam wrażenie, że intencją co  niektórych gwiazd estrady nie jest dostarczenie pozytywnych doznań estetyczno-muzycznych, tylko raczej zapewnienie pozytywnych doznań erotyczno-fizjologicznych ;)  Hm, ale zboczyłam chyba zbyt mocno z tematu.

Dziękuję bardzo wszystkim za opinie. Chciałabym, żebyście pamiętali, że ten serwis tworzymy dla Was i jesteśmy otwarci na wszelkie uwagi i sugestie. Można je zostawiać na blogu lub wysłać nam maila wykorzystując formularz kontaktowy.

I na koniec pokażę jeszcze projekt kolorowanki, która wzbudziła w naszym rysowniku pewne wątpliwości  ;) . Projekt ten uzyskał moją akceptację i mam nadzieję, że uzyska również Waszą. Nowe kolorowanki z zawodami – już wkrótce.


Nauka dzieci

7 stycznia, 2009

O coli, kabriolecie i nie tylko ;)

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko, Rozwiązywanie problemów wychowawczych — Jolanta Gajda @

Czytałam niedawno bardzo wzruszającą książkę, której fragment koniecznie chciałabym Ci przytoczyć. Dlaczego? Bo bardzo mi się spodobał – stanowi świetne przesłanie dla mam i tatusiów (choć książka nie jest poradnikiem dla rodziców ;) ). To będzie takie moje przesłanie na ten Nowy Rok – zamiast życzeń .

Pewnego razu, jakieś dwanaście lat temu, kiedy Chris miał siedem, a Laura dziewięć lat, zabrałem je na przejażdżkę swoim nowiutkim kabrioletem Volkswagena.

“Zachowujcie się grzecznie w nowym samochodzie wujka Randy’ego” – nakazała im moja siostra. – “Wytrzyjcie buty, zanim wsiądziecie do wozu. Nie róbcie tam bałaganu. Nie pobrudźcie go”.

Słuchając jej, pomyślałem, w sposób typowy dla wujka kawalera: takie właśnie upomnienia powodują skutek odwrotny do zamierzonego. Oczywiście, że dzieci zabrudzą mi samochód. To silniejsze od nich. Postanowiłem więc załatwić sprawę od razu. Kiedy moja siostra ustalała zasady obowiązujące w moim wozie, powoli i z rozmysłem otworzyłem puszkę z napojem, odwróciłem ją do góry dnem i wylałem zawartość na tylne siedzenie kabrioletu. Moje przesłanie: ludzie są ważniejsi od rzeczy. Samochód, nawet tak dziewiczy klejnot jak mój nowy kabriolet, to tylko i wyłącznie rzecz.

Rozlewałem colę i jednocześnie obserwowałem Chrisa i Laurę – usta mieli rozdziawione, oczy szeroko otwarte. Wujek Randy odrzucał całkowicie zasady ludzi dorosłych.

Skończyło się na tym, że byłem bardzo zadowolony z faktu rozlania tego napoju. Ponieważ w ten sam weekend Chris zachorował na grypę i zwymiotował, brudząc całe siedzenie. Nie czuł się winny, wprost przeciwnie, był zadowolony: widział wcześniej, jak osobiście zabrudziłem samochód. Wiedział, że wszystko będzie okej.”

Nawet się nie spodziewałam, że jakieś 2 tygodnie po przeczytaniu owej książki, będę miała okazję sprawdzić na sobie to przesłanie (nie, nie mam kabrioleta :) ). Siedziałam z córką przy stole, ja – grzebałam coś na laptopie w swoim ukochanym serwisie (którego teraz jesteś gościem ;) ), a córka jadła swoje ulubione danie, czyli mleko z płatkami. Nagle coś ją rozśmieszyło i mając buzię pełną tej mlecznej mieszanki… wybuchnęła gromkim śmiechem. Deszcz mleka i przeżutej kukurydzianej papki spadł z jej ust prosto… na klawiaturę i monitor laptopa. Nie będę Ci mówić, jak wyglądało moje narzędzie pracy, bo był to raczej żałosny widok ;) Czy zrobiłam awanturę? Nie. Ale przyznaję – trochę pomarudziłam – ścierając szmatką spontaniczny wylew radości mojej pociechy.

Życzę zarówno sobie, jak i Tobie, byśmy zawsze potrafili odróżniać rzeczy ważne od nieistotnych.
I to tyle na ten Nowy Rok :)

Aha – cytowany fragment pochodzi z książki “Ostatni wykład” Randy’ego Pauscha.

Ostatni wykład
Nauka dzieci

12 grudnia, 2008

Trochę więcej o nas

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Niedawno pisałam o tym, że zamieściłam w serwisie dział “Poznaj nas”, gdzie możecie zobaczyć, jak wygląda osoba, która stworzyła całe to zamieszanie zwane “SuperKid” (mówię nieskromnie o sobie ;) ), a także parę innych osób, które najdłużej ze mną współpracują i dzielnie mnie wspierają w całym przedsięwzięciu.

Nie ma tam jeszcze wpisu o Basi Dziobek - jakoś nie udało nam się jeszcze tej notki wrzucić, a przecież Basia opiekuje się bardzo ważnym działem w naszym serwisie, mianowicie pisze artykuły o inteligencji emocjonalnej dziecka i rodziny w ogóle.

Jest jednak szansa, żeby poznać ją bliżej, ponieważ niedawno ukazał się o niej artykuł w gazeta.pl. Jest też fotka – przyznam szczerze – aż się zdziwiłam, że taka ładna z niej osóbka…. Jak się współpracuje wyłącznie przez internet, to człowiek nie ma pojęcia, jak wygląda osoba, z którą na co dzień mailuje.

Oto link do artykułu:

Kiedy mały lub duży czuje złość

Jeszcze tylko dodam, że w serwisie szykują się duuuże zmiany. O wszystkim napiszę już w następnej notce.

Nauka dzieci

24 listopada, 2008

O jesiennych smutkach i nie tylko :)

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Na dworze zimno i dość ponuro… Druga połowa jesieni sprzyja niestety różnorodnym dołkom emocjonalnym ;) . Najważniejsze, by nie ulegać biernie huśtawkom nastrojów. Trzeba zawsze pamiętać, że mamy realny wpływ na nasze własne samopoczucie. Każdy ma swoje sposoby na jesienne smutki – trochę pisaliśmy o nich w  artykule dla dzieci “Na jesienne popołudnia”.  Warto ubarwić świat wokół siebie, a także wykorzystać wieczory do tego, by zanurzyć się w ciepłym, miękkim fotelu i poczytać jakąś ciekawą lekturę :) .

Dostałam dziś maila od użytkowniczki naszego serwisu, którego fragment przytoczę, bo jest bardzo na czasie:

“Pracuję w świetlicy środowiskowej i wykorzystuję różne materiały w swej pracy, dzieci ostatnio pokochały Wasze smoki.Cieszą mnie też gotowe materiały z ortografii. Zawsze to jakaś odskocznia od nudnych lekcji w szkole. Żeby nie było tak całkiem smutno, polecam malowanie liści i ozdabianie nimi każdej wolnej przestrzeni. Zresztą już zima do nas zagląda, a ona jest dla dzieciaków (pod warunkiem, że jest śnieg) prawdziwą radochą.

Ostatnio wróciłam do lektury pt.”Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić? Jasne reguły pomagają wychować”. Mając troje dzieci (2 dorosłych) uważam, że sposób naszego mówienia do dzieci stanowi jedną z podstaw ich wychowywania. Oczywiście najważniejsze są nasze działania. Słowa, które nie mają pokrycia w czynach są ględzeniem, którego dzieci nie słuchają. Polecam książkę zagubionym rodzicom.
Pozdrawiam serdecznie Danuta”

Sama nie czytałam tej książki, ale myślę, że warto kierować się przy wyborze lektury rekomendacjami innych. Możesz znaleźć tę pozycję w internecie, autorem jest Robert MacKenzie.

Jak już mowa o użytkownikach, to dziś zajrzałam z ciekawości na jedną ze stronek, na których jest link do naszego serwisu. Jest to blog zatytułowany Mali odkrywcy, prowadzony przez mamę, która opisuje, jak wygląda edukacja domowa jej dzieci. Nie każdy pewnie wie, że pod wyrażeniem “edukacja domowa” kryje się edukacja BEZ (POMOCY) SZKOŁY. Co niektórzy by nawet powiedzieli – edukacja, w której szkoła NIE PRZESZKADZA ;) . Sama – przyznam szczerze – dowiedziałam się o idei edukacji domowej zupełnie niedawno. Jestem pełna podziwu dla rodziców, którzy decydują się na taką formę kształcenia dziecka – wymaga to niewątpliwie dużo czasu, zaangażowania, wiedzy, no i przede wszystkim chęci.

Ale wracając do Małych odkrywców – jeśli uważasz, że rodzic nie jest w stanie zastąpić szkoły, to koniecznie zajrzyj na ten blog. Jeśli wierzysz, że jest w stanie, to i tak zajrzyj ;)  Autorka opisuje dokładnie, jakie zabawy czy ćwiczenia przeprowadza ze Stasiem – swoim synkiem, zamieszcza jego prace, podaje dużo ciekawych informacji, które można wykorzystać przy zabawie z własnym maluchem. Blog jest prowadzony od niedawna, ale już jest kopalnią ciekawych pomysłów. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy rodzic dysponuje dużą ilością czasu, ale warto zarezerwować w ciągu tygodnia choć kilka(naście) kwadransów, by przeprowadzić taką mini-edukację domową swojego małego geniusza. Świetna sprawa. I jest to także sposób na jesienną chandrę, bo nie ma lepszego lekarstwa na smutki niż aktywne działanie, czas spędzony z rodziną i uśmiech szczęśliwego dziecka, które przez chwilę posiada mamę czy tatę tylko dla siebie :)


Nauka dzieci

13 października, 2008

Nie daj się oplątać

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko, Rozwiązywanie problemów wychowawczych — Jolanta Gajda @

Zdumiewa mnie czasem ludzka zdolność (i upodobanie) do krytykowania wszystkich i wszystkiego. I najgorsze, że Ci wszyscy krytykanci są święcie przekonani, że swoim – nazwijmy to po imieniu – zrzędzeniem zmieniają świat na lepsze. Za swój główny cel życiowy uważają wynalezienie wszelkich możliwych uchybień, wad, niedoskonałości i słabości innych ludzi i otaczającego świata.

Niestety tacy toksyczni ludzie są wszędzie – i wśród naszych najbliższych krewnych, i wśród znajomych z pracy, i wśród nauczycieli szkolnych, i w każdej innej grupie społecznej. Tkają podstępnie swoje zdradliwe sieci, a Ty – jeśli nie będziesz czujny – możesz się obudzić pewnego dnia szczelnie oplątany paskudnymi, lepkimi nićmi, które nie pozwolą Ci na żaden swobodny ruch. Bo co zrobisz, to będzie źle.

Ostatnio byłam świadkiem takiej oto sytuacji.

Pewna mama wraca z tygodniowej podróży służbowej do domu, gdzie czekają na nią stęsknione dzieci oraz ich babcia, która zajmowała się nimi podczas nieobecności rodziców. Mama chce się dowiedzieć, jak się dzieci sprawowały i zaczyna się rozmowa.

Babcia – Ta Twoja córka pisze bardzo niedbale. Takie kulfony, że coś okropnego.
Mama (zmęczona po podróży) – No tak, nie zawsze pisze starannie. Ale nie przykładam do tego zbyt dużej wagi, bo charakter pisma to nie jest najważniejsza rzecz w życiu…
Babcia – Jak to! Charakter pisma kształtuje osobowość!
Mama (podnosząc głowę ze zdumieniem) – Ja mam brzydkie pismo i jakoś mi to w niczym nie przeszkadza.
Babcia – I na dodatek taka jest roztrzepana. Jak jej nie przypilnujesz, to sama zadania domowego nie odrobi.
Mama – Bywa czasem roztargniona, ale na ogół przykłada się do zadań.
Babcia – A jaki ma bajzel w pokoju! I nie ma komu tego sprzątać.
Mama (utraciwszy cierpliwość) – Mamo, a może teraz dla odmiany powiesz, CO DOBREGO ZAUWAŻYŁAŚ W MOIM DZIECKU?

Taa… To niestety nie jest wymyślona historia, tylko prawdziwa. Niektórzy mają toksyczne teściowe, inni mają toksyczne babcie. Czasem toksyczni bywają sami rodzice i wtedy dzieci mają naprawdę przechlapane :( .

Nie ma dzieci idealnych, ale nie ma też dzieci z gruntu złych. W każdym dziecku (tak jak i w każdym dorosłym) można znaleźć rzeczy pozytywne i negatywne. Mocne i słabe strony.

Niektórzy rodzice, mając dzieci żywiołowe i trochę rozbrykane, chodzą na zebrania z rodzicami z ciężkim sercem, bo wiedzą, że czeka ich wysłuchiwanie długiej litanii tego, co zrobił syn czy córka. Jeśli Ty również masz podobny kłopot, to mam dla Ciebie małą propozycję. Gdy już wysłuchasz cierpliwie nauczycielki (lub nauczyciela), która wymieni jednym tchem wszystkie grzeszki Twojego dziecka, zapytaj ją: No dobrze, A CO DOBREGO ZAUWAŻYŁA PANI W MOIM DZIECKU? Jeśli spojrzy na Ciebie dziwnie i nie będzie wiedziała, co odpowiedzieć, to raczej nie traktuj jej relacji poważnie, bo nie są obiektywne. Jeśli natomiast bez zmrużenia okiem wymieni jakieś zalety, to z takim nauczycielem warto rozmawiać i zastanowić się wspólnie nad metodami pracy wychowawczej z dzieckiem.

I jeszcze jedna ważna rzecz – nigdy nie przyjmuj za pewnik tego, co inny dorosły zarzuca Twojemu dziecku. Zawsze daj swojemu synowi czy córce prawo do głosu i wyjaśnienia, dlaczego zachowali się tak czy inaczej. Nie jest dobrze, gdy nie masz do swojego dziecka zaufania i wierzysz bardziej jakiemuś obcemu sąsiadowi czy nauczycielowi. Zawsze warto poznać punkt widzenia wszystkich zaangażowanych stron.

I uważaj na tych, którzy lubują się w misternym tkaniu sieci wiecznego negatywizmu i niezadowolenia ;)


Nauka dzieci

16 czerwca, 2008

A jak nie mam taty, to co?!

Opublikowane jako: Rodzice i dziecko — Jolanta Gajda @

Gdy nadchodzi dzień ojca, mamy, babci czy dziadka, to nie dla wszystkich jest to fajny dzień. W przedszkolach, czy nawet szkołach dzieci organizują przedstawienia dla swoich bliskich i potem jest problem, bo nie do wszystkich dzieci ktoś może przyjść. Moje dzieciaki miały (i mają) potrójnego pecha w tym względzie, bo jedynie dzień mamy był “obsadzany”. Babcia mieszka za daleko, żeby na takie imprezy móc przyjeżdżać, a dziadka ani taty już nie ma.

Najgorzej bywa w przedszkolu – dzieciom jest przykro i płaczą. A człowieka szlag trafia, bo nie może dziecku pomóc. No bo jak mu sensownie wytłumaczyć, że tak już na świecie jest, że jedni mają, a inni nie?

Teraz zbliża się Dzień Ojca i na szczęście sprawę imprezy mamy już za sobą. Pani wpadła na świetny pomysł, by zorganizować dwa w jednym, czyli Dzień Matki i Dzień Ojca w tym samym dniu. Co ciekawe, na imprezie były tylko same mamy – no może poza jednym rodzynkiem. Ciekawe dlaczego? Tylko niech mi nikt nie wmawia, że tatusiowe są zapracowani i jedynie mamy mają czas na “takie głupoty”…

Ale wracając do tematu. Sprawa wspólnej imprezy nie rozwiązała tegorocznego problemu Dnia Ojca, bo w podręczniku szkolnym jest oczywiście stosowny dział poświęcony tatusiom. Rozumiem intencje autorów podręcznika, ale też rozumiem uczucia mojej córki. Kiedy siedziała przy stole, odrabiając lekcje, wykrzyknęła nagle z irytacją w głosie:

- A jak nie mam taty, to co?!

Spojrzałam na nią nieco zdziwiona, bo jeszcze nie wiedziałam, o co chodzi, a ona dokończyła ze złością:

- Nie będę robić tego zadania!

Zajrzałam jej przez ramię, co tam za zadanie dostała i okazało się, że miała napisać kilka zdań na temat tego, w czym jest podobna do swojego taty i jakie jego cechy chciałaby mieć, gdy dorośnie. No i masz tu babo placek…

Jakoś wspólnie skleciłymy te parę zdań, a moja córka jeszcze na koniec skomentowała:

- Chyba napiszę do nich, żeby przestali w końcu dawać TAKIE zadania!

Tak sobie myślę, że ma rację. W tym popapranym świecie dorosłych, gdzie coraz częściej się zdarza, że dzieci wychowuje tylko jedna osoba (a nierzadko nie jest to nawet rodzic, tylko babcia, albo nawet – jak w przypadku eurosierot – sąsiadka albo starszy brat :( ) warto wziąć w podręcznikach pod uwagę istniejące warunki społeczne. Niech to nie będzie rozdział o mamie, ani rozdział o tacie, tylko raczej rozdział o rodzinie w ogóle. I niech dziecko – mając np. za zadanie opisanie osoby – ma wybór co do tego, kogo chce opisać.

No dobrze – ponarzekałam trochę, to na koniec – dla równowagi ;) – parę konstruktywnych rad dla tych z Was, których dzieci ciągle jeszcze głęboko przeżywają brak bliskiej osoby, popłakują lub czują się z tego powodu gorsze w środowisku rówieśników (a to się często zdarza, szczególnie w przypadku dzieci młodszych):

  1. Zawsze pozwalaj dziecku na wyrażanie swoich uczuć – bez względu na to, jakie one są (smutek, gniew, żal, rozczarowanie czy cokolwiek innego)
  2. okazuj dziecku, że je rozumiesz, że akceptujesz jego uczucia.
  3. możesz też powiedzieć o swoich własnych uczuciach, żeby dziecko wiedziało, że odczuwanie takich emocji jak gniew, smutek czy żal jest jak najbardziej normalne i że każdy ma do takich emocji prawo.
  4. Przytulaj dziecko w takich momentach, okazuj mu czułość i bliskość, żeby miało pewność, że nie jest z tym wszystkim samo.

Jeśli chodzi o prawidłowy rozwój emocjonalny dziecka, zasada jest zawsze taka sama. Pozwalaj dziecku na okazywanie uczuć i pomóż mu je sobie uświadomić i nazwać. Tylko wtedy będzie miało szansę na to, żeby sobie z różnymi emocjami w życiu radzić.

A na koniec życzę wszystkim tatusiom, którzy wytrwali dzielnie na swoim ojcowskim posterunku, by ze swojego rodzicielstwa czerpali jak najwięcej radości i zadowolenia :) .
Nauka dzieci

« Poprzednia stronaNastępne »

Blog serwisu SuperKid.pl, powered by WordPress