Opinie naszych użytkowników

Pragnę serdecznie podziękować za wspaniałe pomysły i ciekawe materiały z których korzystam już od jakiegoś czasu w pracy z dziećmi. Wasza strona jest po prostu fantastyczna(...)
Agnieszka K.

Wczoraj byłam bezradna jak pomóc mojemu dziecku w nauce tabliczki mnożenia. A dzisiaj jestem szczęśliwa, że dzięki Pani pomocy, mojemu dziecku udało się ruszyć z miejsca.
Beata z Łodzi

Bardzo często korzystam z serwisu SuperKid.pl... Jest świetny, kapitalny, rozwija wyobraźnię, kreuje osobowość, rozwija zainteresowania :) Dziękuję.
Elżbieta J., mama i nauczycielka

Czytaj inne opinie »

Na skróty:

Wspieramy:

Opowiadanie (2) - BAZIE

dzieci

- Skończył mi się zeszyt do matematyki - stwierdził Witek, przygotowując się do odrabiania lekcji.
- To idź do kiosku i kup nowy - poleciła mu mama, wkładając w dłoń kilka złotych.
Chłopiec wyszedł z domu. Na podwórku spotkał Piotrka.
- Dokąd idziesz? - zapytał kolega.
- Do kiosku po zeszyt - odpowiedział Witek.
- Pójdę z tobą - zdecydował Piotrek.

Po drodze zobaczyli chłopca, który sprzedawał przed sklepem powiązane w nieduże pęczki bazie.
- Jakie ładne - zauważył Witek.
- Jak chcesz to pokażę ci miejsce, gdzie są jeszcze ładniejsze, narwiemy sobie.
- Wyszedłem tylko po zeszyt - przypomniał Witek i podszedł do kiosku.
- No to go kup i pójdziemy na bazie - zaproponował Piotrek.
- Nie mogę. Mama będzie się martwiła.
- E tam, to bardzo blisko, zajmie tylko chwilkę, zobaczysz. Jak przyniesiesz bazie, mama się ucieszy.
Witek, nie do końca przekonany, ruszył z kolegą.

Minęli kilka bloków, wyszli na teren za osiedlem.
- Daleko jeszcze?- dopytywał się Witek. - Ubłociłem nowe adidasy.
- Ale z ciebie ciamajda, wyczyścisz je sobie! - wyśmiał go kolega.
Witek już przestał o cokolwiek się dopytywać.
- To tam, pod lasem - pokazał ręką Piotrek.
- To jeszcze kawał drogi - tym razem już tylko pomyślał Witek.
Wreszcie byli na miejscu. Buszowali po niedużym lesie w poszukiwaniu bazi.

dzieci W pewnym momencie wyszli wprost na kilku mężczyzn, pijących w krzakach piwo.
- Co się gapisz, młody - wrzasnął jeden z nich.
W stronę chłopców poleciały dwie puste butelki.

Piotrek i Witek wystraszyli się i rzucili pędem do ucieczki. Biegli na skróty w kierunku osiedla. Witek wpadł do płytkiego rowu z wodą aż po kolana. Zamoczył zeszyt, ale nawet tego nie zauważył. Piotrek pomógł mu wydostać się z rowu. Zmęczony i wyglądający jak nie boskie stworzenie Witek stanął wreszcie w drzwiach swojego domu.
- Boże, co ci się stało? - wykrzyknęła przerażona mama na widok syna.

Opowiadanie napisała dla Was
Małgorzata Wiśniewska-Koszela