Opinie naszych użytkowników

Pragnę serdecznie podziękować za wspaniałe pomysły i ciekawe materiały z których korzystam już od jakiegoś czasu w pracy z dziećmi. Wasza strona jest po prostu fantastyczna(...)
Agnieszka K.

Wczoraj byłam bezradna jak pomóc mojemu dziecku w nauce tabliczki mnożenia. A dzisiaj jestem szczęśliwa, że dzięki Pani pomocy, mojemu dziecku udało się ruszyć z miejsca.
Beata z Łodzi

Bardzo często korzystam z serwisu SuperKid.pl... Jest świetny, kapitalny, rozwija wyobraźnię, kreuje osobowość, rozwija zainteresowania :) Dziękuję.
Elżbieta J., mama i nauczycielka

Czytaj inne opinie »

Na skróty:

Wspieramy:

Uratowała mnie wrażliwość

rozmowa z Barbarą Dziobek
rozmawia: Jolanta Gajda

JG: Basiu, napisałaś kiedyś, że Twoją misją jest pomagać rodzicom, którzy - mimo dobrych chęci - często skazują się na porażkę z powodu braku wiedzy czy odpowiedniego przygotowania. Skąd u Ciebie wzięła się ta pasja?

BD: Bardzo osobiste pytanie, bo wymagające osobistej odpowiedzi... Zaczęło się już w dzieciństwie. To były ciężkie czasy, wychowywałam się w latach 70 i 80, kiedy lansowany był styl kobiety pracującej i oboje rodzice pracowali na zmiany. Czasy nieciekawe, pustki w sklepach, kartki, stan wojenny. Rodzice siłą rzeczy byli skupieni na zapewnieniu nam dobrych warunków materialnych - dzięki temu niczego nam nie brakowało: byliśmy najedzeni, czyści i grzeczni.

Dziś większość rodziców wie, że to nie wszystko, ale wtedy nikt się nie przejmował takim wrażliwym dzieckiem, jak ja. To, jak się wtedy wychowywało dzieci: inwektywy i klapsy na porządku dziennym, było dla mnie czymś trudnym do zaakceptowania, czułam się upokarzana, niekochana, nie mogłam zrozumieć, dlaczego rodzice traktują nas w taki sposób. Już wtedy myślałam sobie, że można inaczej, że trzeba rozmawiać, że nie można dzieci traktować tak przedmiotowo. Naczelne hasło tamtych czasów w wychowaniu: co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie - miało mi uświadomić i utrwalić rodzinny układ feudalny. Mimo to, obiecywałam sobie, że będę to robiła inaczej i że nie wolno mi zapomnieć.

A przecież rodzice nas kochali, dawali tego dowody na mnóstwo sposobów, wiem, że troszczyli się o nas najlepiej jak potrafili. Jednak taki rodzaj relacji rodzic-dziecko może być niedobry, powodować brak poczucia wartości, żal do rodziców, poczucie krzywdy, niekochania. Działo się tak z powodu braku wiedzy, z powodu rozpowszechnionej, tzw. czarnej pedagogiki. Gdyby był ktoś, kto powiedziałby im, że to nie jest dla nas dobre, z pewnością postępowaliby inaczej. Ale nikogo takiego nie było.

JG: Dzieci często czują się pokrzywdzone lub obiecują sobie, że jako rodzice będą postępować inaczej. Ale potem życie toczy się swoim torem, obietnice składane samemu sobie odchodzą w zapomnienie, a we własnej rodzinie powtarzamy często wzorce zachowań nabyte w dzieciństwie. U Ciebie jednak, ta dziecięca chęć "poprawy świata" nie zakończyła się w momencie osiągnięcia dorosłości - wręcz przeciwnie, nabrała konkretnych kształtów. Jak dziś realizujesz to swoje powołanie?

BD: Wydaje mi się, że uratowała mnie wrażliwość. Zawsze było dla mnie bardzo ważne, by pozostać wierną sobie i z uporem szukałam wiedzy, która dałaby moim dzieciom to, czego ja tak bardzo potrzebowałam. Te 14-15 lat temu nie było łatwo o odpowiednie książki, większość z nich była przesiąknięta podejściem, od którego chciałam uciec i które nadal pokutuje w naszym społeczeństwie. Na przykład, że dzieci nie zasługują na szacunek po prostu dlatego, iż są dziećmi, że wysokie poczucie własnej wartości jest dla dziecka szkodliwe, a niskie poczucie własnej wartości czyni dziecko skromnym i bezinteresownym. Że rozpieszczanie (rozumiane jako okazywanie miłości) jest szkodliwe, podobnie reagowanie na jego potrzeby. Że surowość i chłód w stosunku do dziecka hartują je, że to, jak się zachowujesz, jest ważniejsze niż to, kim naprawdę jesteś. Że ciało jest czymś brudnym i wstrętnym, że silne uczucia są negatywne i że z nienawiścią można sobie poradzić zakazując jej. Albo, że rodzice zawsze mają rację. Te przekonania są całkowicie fałszywe i dziś na szczęście wiele osób to rozumie. Ale to właśnie one powodują, że rodzicom tak trudno odejść od starych wzorów postępowania, bo mają je wdrukowane, zrośnięte z sumieniem, są rezultatem wieloletniej tresury...

Widocznie mój przypadek okazał się na tresurę odporny... (śmiech). Nie myślałam o tym, by pomagać ludziom, chciałam pomóc sobie i moim dzieciom - no i tak wyszło. Pewnego dnia pojęłam, że nie powinnam tego, co wiem, zatrzymywać dla siebie. Wtedy pomyślałam o założeniu Małopolskiego Instytutu Rozwoju Rodziców i razem z zainteresowanymi tym pomysłem koleżankami rozpoczęłyśmy działania.

JG: Czyli?

BD: Z pierwszymi warsztatami o skutecznej komunikacji w rodzinie wystartowałyśmy na krakowskim ProgresSteronie wiosną 2007 roku. Potem był cykl bezpłatnych, robionych dla idei warsztatów w "Ogródku dla matki i dziecka" w Łagiewnikach. To były warsztaty o radzeniu sobie ze złością. Otrzymałyśmy po nich maile z podziękowaniami od uczestniczek. Byłyśmy ogromnie wzruszone i zobaczyłyśmy, że nasze działania mają sens. Zainteresowanie było ogromne, ale nasze siły ograniczone, ponieważ same to finansowałyśmy. Jeszcze nie udało nam się znaleźć sponsora, który byłby zainteresowany propagowaniem tej wiedzy wśród rodziców, w zamian za reklamę na stronie, na ulotkach, plakatach, podczas warsztatów czy imprez. Może już niedługo nasz los się odmieni, bo jest to przedsięwzięcie społeczne i samo finansujące się. Informacje o MIRR i bezpłatnych zajęciach można znaleźć na stronie www.wychowacdziecko.pl.

Współpraca Małopolskiego Instytutu Rozwoju Rodziców z "Ogródkiem dla matki i dziecka" zaowocowała utworzeniem Centrum Dobrej Zabawy, zajęcia wspierają rozwój małych dzieci poprzez różnorodne działania (np. zdobywanie doświadczeń w zabawie z rówieśnikami, zachęcanie do samodzielności i odwagi, wspieranie rozwoju intelektualnego, kształtowanie wrażliwości i wyobraźni, rozwijanie ciekawości i chęci do odkrywania świata). Rodzice mają okazję wzbogacić doświadczenia i umiejętności związane z zabawą i wychowaniem, a same zajęcia są m.in. źródłem pomysłów na stymulujące rozwój zabawy z dzieckiem.

Naszym celem jest całościowa opieka i pomoc rodzicom, dlatego znajduje się u nas również Poradnia Naturalnego Karmienia z możliwością indywidualnych konsultacji podczas wizyty domowej. Zależy nam na tym, aby rodzice nie przerywali nauki na szkole rodzenia, ale poszli o krok dalej i nauczyli się nie tylko, jak urodzić, ale również, jak wychowywać.

JG: Edukować rodziców chyba nie jest łatwo? Dzieci są otwarte na wiedzę, spontaniczne, łatwo dają się kształtować, ale dorośli - to już zupełnie inna sprawa. Jak Ci się pracuje z rodzicami? Są skłonni zmieniać swoje nawyki?

BD: Muszą uwierzyć, że wiedzę o tym, jak wychowywać, można nabyć. Zmienić przyzwyczajenia jest bardzo trudno i tutaj same chęci nie wystarczą, potrzebna jest systematyczność i praca nad sobą. Dobrym sposobem jest forma cyklicznych warsztatów, która bazuje na przeżyciu i doświadczeniu, łącząc naukę z zabawą. U nas takim cyklem są zajęcia "Być bliżej siebie i swojego dziecka". Potrzeba przynajmniej 4 tygodnie by zmienić nawyki... Może zaskoczy Cię to, co powiem, ale z rodzicami pracuje mi się bardzo dobrze. Widzę, jak bardzo pragną się zmienić, jak kochają swoje dzieci i jak czasem rozpaczliwie szukają pomocy...

Czasem rodzice trafiają do nas na jednorazowe zajęcia szukając odpowiedzi na konkretny problem i podczas zajęć dostrzegają, że to wierzchołek góry lodowej. Niektórzy bardzo chcą nauczyć się nowych metod postępowania i zapomnieć o starych, bo zawiedli się na tradycyjnym modelu wychowania. Inni, czasem zupełnie nieświadomie, opierają się, lękają się zmiany. To z resztą jest pierwszy czynnik w ogóle, który wpływa hamująco na ludzi we wszystkich dziedzinach życia. Najtrudniejsze dla rodziców jest wprowadzanie nowych umiejętności w życie właśnie z obawy przed zmianą, jak również przed reakcją dzieci czy partnera. Ale krok po kroku udaje się, bo na tym głównie polegają zadania domowe, poza tym omawiamy wspólnie wszystkie trudności i razem rozwiązujemy problemy. To łączy i sprawia, że rodzice wspierają się nawzajem. Niektórzy korespondują ze mną jeszcze długo po zajęciach pisząc o swoich sukcesach i porażkach.

JG: To niewątpliwie potwierdza sens Twojej pracy i duże zapotrzebowanie na taką pomoc. Na koniec chciałabym Cię zapytać o ogólną receptę na mądre wychowywanie dzieci - co Twoim zdaniem jest najważniejsze w relacji rodzic-dziecko i na co rodzice powinni zwracać szczególną uwagę?

BD: Myślę, że nie ma jednej recepty, a jeśli już, to jest ona taka, że z wypracowanych sposobów wychowania powinni być zadowoleni i rodzice, i dzieci. Trzeba więc myśleć o tym, jakimi jesteśmy rodzicami, czy takimi jak chcieliśmy, jak sobie wyobrażaliśmy. Czy jesteśmy zadowoleni z relacji z dziećmi? Zachowania dzieci kształtują się na podstawie tego, co dzieje się w układzie rodzic - dziecko. Niezwykle istotna jest świadomość tego, jakim jestem człowiekiem, jaka jest historia mojego dzieciństwa i czy takiego dzieciństwa chcę dla mojego dziecka. Czy chcę coś zmienić, a jeśli tak, to co i w jaki sposób. Jakie mam cele w wychowaniu, co jest dla mnie najważniejsze: np. czułość czy dyscyplina? Musimy zadawać sobie pytania i szukać na nie odpowiedzi.

Nie ma tu miejsca, by wymienić wszystko, co najważniejsze, więc powiem w wielkim skrócie o kilku rzeczach, na które zwróciłabym szczególną uwagę. Na zauważanie i zaspokajanie dziecięcych potrzeb: fizycznych (nie tylko jedzenie, sen, higiena, ale też dotyk!), intelektualnych (nie tylko czytanie, liczenie, kolorowanie, ale i rozmowa!) emocjonalnych (nie tylko poczucie bezpieczeństwa i akceptacja, ale i nasza dostępność!) i duchowych (nie tylko przekazywanie wartości, ale i pozwalanie na własne poszukiwania). Na budowanie prawdziwej bliskości poprzez codzienne gesty i słowa. Umiejętność przyznania się do błędów. Bez udawania, że jesteśmy doskonali i bez wad, bo to buduje mur nie do pokonania. Wtedy nie ma szansy, by się autentycznie spotkać z tą drugą osobą, jaką jest dziecko, a jest to odrębny, niezależny byt. Jeśli nie damy się poznać, to nie poznamy naszego dziecka, a co za tym idzie, nie będziemy mogli mu pomóc w rozwoju czy potrzebie. Oboje pozostaniemy samotni. Szacunek dla dziecka i jego potrzeb, w ilości, jakiej wymagamy dla siebie i dla własnych potrzeb, bo nie należy o nich zapominać. Częste okazywanie czułości poprzez słowa "kocham cię" oraz uściski, głaskanie i przytulanie. Wspólne spędzanie wolnego czasu, na rozmowach i zabawie, której wagi nie sposób przecenić. Podkreślę: WSPÓLNA zabawa. Sądzę, że ta podstawa to gleba, na której może wyrosnąć wszystko inne, co jest produktem ubocznym miłości.

I ciągły rozwój, jak w każdej dziedzinie życia.

Autor: Barbara Dziobek
Małopolski Instytut Rozwoju Rodziców
Zajęcia praktyczne: www.wychowacdziecko.pl

 



Kilka słów o Barbarze Dziobek.

Jest spełnioną kobietą i mamą dwóch nastoletnich córek oraz pomysłodawczynią i organizatorką Małopolskiego Instytutu Rozwoju Rodziców. Współpracuje z Fundacją Wspierającą Prawidłowy Rozwój Dzieci i Młodzieży „Rośnij Zdrowo"; wraz z "Ogródkiem dla Matki i Dziecka" stworzyła Centrum Dobrej Zabawy. Współpracuje ze Stowarzyszeniem Wiosna, gdzie współorganizuje i pośredniczy we wzajemnej ludzkiej pomocy, podzielając założenie, że w każdym człowieku tkwi ogromny potencjał dobra.

Prowadzi autorskie warsztaty rozwoju osobistego, m.in. podczas Festiwalu PROGRESSteron i cykle warsztatów skutecznego wychowania w ramach MIRR. Jest autorką artykułów z zakresu inteligencji emocjonalnej, komunikacji interpersonalnej i wychowania bez przemocy. Studiowała Pedagogikę w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej „IGNATIANUM" w Krakowie, ukończyła I Etap Szkoły Counsellingu Gestalt. Interesuje się psychologią, socjologią, filozofią i ich aspektami we współczesnym świecie. Prywatnie lubi leżeć na trawie i słuchać ciszy, czytać, wędrować – nie tylko w głąb duszy, rozmawiać, malować, pisać wiersze i marzyć."

SuperKid.pl on Facebook